data opublikowania: 16.12.2016

Pacjentka, lat 54

Pacjentka lat 54, wykonująca pracę fizyczną związaną a przenoszeniem i przekładaniem ciężkich przedmiotów. Z powodu silnych dolegliwości bólowych w postaci rwy kulszowej i niemożności wstania i chodzenia spędziła w pozycji leżącej 3 miesiące. Zgodnie z rozpowszechnionymi zasadami cały tan czas przebywała w pozycji embrionalnej. Badanie MRI – rezonans magnetyczny – wykazało obecność  dużej przepukliny L5-S1 z wytworzeniem tzw. sekwestru, czyli oderwaniem fragmentu jądra miażdżystego, który uciskał na korzeń nerwowy powodując ból promieniujący po nodze. Po upływie 3 miesięcy z powodu braku poprawy samopoczucia i trudności w lokomocji , pacjentka trafiła do szpitala powiatowego właściwego dla jej miejsca zamieszkania. Tam rozpoczęto terapię. Mądrzy ludzie ( lekarze i terapeuci) próbowali ją uruchamiać ale pacjentka skarżyła się na silne bóle. Stwierdzono więc, że ,, to jest za świeże i nie wolno tego ruszać”. Podawano jej więc środki przeciwbólowe i przeciwzapalne w kroplówkach  i po kolejnych 4 tygodniach leczenia wypisano do domu.

pl54

Kiedy pacjentka trafiła do naszego gabinetu , po 4 miesiącach leżenia w pozycji z kolanami przyciągniętymi do klatki piersiowej , jej stan był opłakany. Przyprowadził ją mąż. Szła wprawdzie na własnych nogach ale w pozycji kucznej wspierając się na kuli, która została przycięta na odpowiednią wysokość. Długo zastanawiałam się od czego zacząć z nią pracę. Ból i brak ruchu sprawiły, że pacjentka miała ogromne przykurcze mięśni w obrębie  miednicy, stawów biodrowych i kolanowych. Wszystkie duże i małe grupy mięśni od 4 miesięcy były w przykurczu. Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałam czegoś podobnego. Wytłumaczyłam pacjentce i jej mężowi, że sprawa jest poważna i że nie łatwo ją z tego wyprowadzić. Była zdeterminowana by podjąć walkę i rozpocząć współpracę z nami w celu poprawy swego zdrowia i funkcjonalności ciała.

Terapia była bolesna. Umawialiśmy panią 3 razy w tygodniu , zawsze na koniec dnia kiedy w budynku nie było już nikogo. Pracowaliśmy z nią obydwoje : ja i mój mąż Bartosz. Jedna osoba stabilizowała pozycję a druga próbowała rozciągnąć przykurczone mięśnie. Pacjentka głośno krzyczała. Wyglądało to trochę jak średniowieczne tortury ale z dnia na dzień widoczne były efekty. Pacjentka była odpowiednio zdeterminowana i obdarzyła nas zaufaniem powierzając  nam swoje zdrowie. W miarę poprawy stanu pacjentki wizyty były rzadsze 2 razy w tygodniu, potem 1 raz a w końcowej fazie terapii  odbywały się jeszcze rzadziej jako wizyty kontrolne. Pacjentka została nauczona odpowiednich dla niej ćwiczeń, które wykonywała samodzielnie. Terapia trwała prawie 5 miesięcy i zakończyła się sukcesem. Ustąpiły wszystkie dolegliwości bólowe, przykurcze zostały rozciągnięta a mięśnie odzyskały elastyczność.  Pacjentka wróciła do pracy.

Spotkałyśmy się jeszcze przypadkiem  prawie 8 lat po zakończeniu terapii. Z rozmowy z pacjentką wynikało, że czuje się dobrze i nie odczuwa żadnych dolegliwości bólowych.